piątek, 29 grudnia 2017

Pani Padzikowa

    "Pani Padzikowa", taki tytuł nosi tytuł jednego z wątków forum na NK w szkole podstawowej 115 w Warszawie. Zajrzałam tam przez przypadek w poszukiwaniu czegoś zupełnie innego. Zajrzałam i utknęłam, gdyż okazało się, że tytułowa "Pani Padzikowa", to nie kto inny jak bratowa mojej babci, chrzestna mojej mamy.
    Zofia Padzik z Wróblewskich, bo o niej tu mowa, to postać dla mnie znana głównie z opowiadań i ze zdjęć. Owszem w dzieciństwie bywałam wraz z babcią u niej w domu w Konstancinie, ale nie wiele pamiętam. Tylko jakieś fragmenty rozmów, zdarzeń. Dlatego też niezwykle się ucieszyłam czytając wspomnienia uczniów Pani Padzikowej.

"Pani Padzikowa była moja wychowawczynią od 1-wszej do 5-tej klasy. Na tym zakończyła swoją karierę i przeszła na emeryturę. 
Ale muszę powiedzieć, że Zofia Padzikowa wywarła naprawdę znaczący wpływ na nasze dziecięce umysły. Była to wówczas starsza kobieta, do tego kaleka (miała od urodzenia jedną nogę krótszą), która codziennie dojeżdżała codziennie do szkoły kolejką z Konstancina. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny i wywodziła swoje nazwisko od zakrzyku na polowaniu "padł dzik" O swoim kalectwie napomykała, że jak była dzieckiem, to zawsze miała "człowieka" do pomocy, który nosił za nią w przydomowym ogrodzie ławeczkę, żeby mogła odpocząć. Bywaliśmy u niej w domu (zajętym w dużej części przez narzuconych lokatorów), widzieliśmy resztki ogrodu. Co roku zabierała nas na wycieczki szkolne do Powsina i Konstancina, pokazywała jak to kiedyś wyglądało. Była o ile wiem jedyną nauczycielką, która zawsze obchodziła 3-go maja.  
Uczyła nas, że panienka musi się szanować, a chłopców strofowała, na temat właściwych form zwracania się do dziewcząt. 
Jeździliśmy do niej później, jak już przeszła na emeryturę, zawsze w dniu imienin 15 maja. Do dziś pamiętam kiedy jest Zofii.
...co człowiek to historia, a ja może dziś jestem kim jestem, bo za młodu kształtowała mnie taka osoba jak Zofia Padzikowa. 
Dostałam od niej kiedyś linijką w łapę, ale nie pamiętam, żeby kogoś upokarzała. No może wspomnieniem o Targowicy wobec koleżanki, która miała niechlubne wg pani Padzikowej nazwisko - Branicka. Ale tego i tak nikt włącznie z zainteresowaną nie wziął sobie do serca ".

"...Padzikowa mnie nie uczyła, ale ponieważ nie lubiła jej cała czereda moich znajomych, to i ja jej nie lubiłem. Nazywaliśmy ją "zetpeofia" od charakterystycznego podpisu.... "

"Ciekawabym była wspomnień innych Koleżanek i Kolegów na temat Pani Padzikowej. Przecież niemożliwe, żeby jedynie w mojej pamięci zapisała się tak mocno?! 
Wszystko jedno czy będą to wspomnienia dobre czy złe...
Może odezwą się ludzie, którzy byli jej wychowankami? Kiedy odchodziła , to i my żegnaliśmy kawałek dzieciństwa. Była to osoba, która w pierwszej klasie ucierała nam nosy, wymagała białych podkolanówek i pomagała napełniać kałamarze. Dopóty, dopóki była, to szkoła stanowiła jak gdyby przedłużenie domu. Dopiero w 6-stej klasie zaczęło się real life.  Jeśli ktokolwiek z Was wie gdzie znajduje się grób p. Padzikowej,  to wdzięczna będę za informacje. Trzeba by to sprawdzić i podjechać  na imieniny Zofii z kwiatkami. Chętnie wysłałaby kasę na wieniec od klasy.
Pamiętam, że miała syna. Ale jeśli on z jakichkolwiek powodów (choroba, emigracja), nie może bywać, to może się zdarzyć, że grób naszej Wychowawczyni jest opuszczony. A to byłaby hańba. Nie tak nas wychowywała."

"Panią Padzikową pamiętam jako osobę, która opowiadała nam bardzo często o swoim mężu. Pamiętam, jak kiedyś siedząc na blacie jednej ze szkolnych ławek, wyjaśniała nam genezę swojego nazwiska. Jej mąż był jakimś tam myśliwym. Któregoś razu wybrał się na polowanie i stanął oko w oko z dzikiem. Szybka decyzja, użył broni i ustrzelił to zwierzę.  Dzik oczywiście padł jak długi i stąd wzięło się to nazwisko, w skróconej formie PADZIK. 
Nie wiem ile w tym było prawdy, a ile legendy, wiem jednak, że była to bardzo urokliwa historia i jakoś tak utkwiła w mojej pamięci.
Cokolwiek by nie mówić p. Padzikowa podjęła na siebie trud matkowania małym dzieciom, podczas  kilkugodzinnego pobytu ich w szkole. Za to należy jej się bez wątpienia głęboki hołd.
Ona była rezydentką Konstancina, więc na logikę rzecz biorąc musi być tam chyba pochowana. Obiecuję Wam wszystkim, że dołożę wszelkich starań, aby tę rzecz ustalić..."

"Marzenko, jestem bardzo szczęśliwa, że pamiętasz o Pani Zofii Padzikowej i tyle wspaniałych słów o niej napisałaś. Jeżeli my uczniowie nie będziemy o niej przypominać, to na pewno nie zrobi tego nikt inny. Pamiętam te wycieczki ciuchcią do Konstancina, ale wspomnienia z lekcji już się lekko zamazały...  "

"Zofia Padzikowa "nasza Pani" zapisała się ciepło u wszystkich jej wychowanków. Zapewne bywało różnie, jak to w rodzinie, lecz nie można rozważać czy inni ją lubili czy nie i czy dwunastolatkowie tak wszystko kumali jak my w dniu dzisiejszym. Nie wolno przykładać dzisiejszej miary do tamtych czasów, ani ludzi. Najważniejsze dla nas było to, że uczyła nas, jak być porządnym człowiekiem. Nie ważne gdzie żyjemy, lecz jak żyjemy. Uczyła nas poszanowania godności, nie tylko własnej. Grzecznego i kulturalnego odnoszenia się do wszystkich ludzi, nie wywyższania się i tym podobne rzeczy..."

"Cześć Koleżanki i Koledzy - oczywiście, że pani Zofia Padzikowa była wspaniałym człowiekiem i nauczycielem - dopiero później świat zwariował i przestały się liczyć kanony moralne. Poza tym nasza szkoła 115 była jedną z najstarszych szkół w Warszawie - o ile pamiętam (działała jako ośrodek edukacji) od czasów powstania styczniowego. Zawsze mile i ciepło wspominam Naszą Panią."

"Panią Padzikową pamiętam dobrze, choć nie była moją nauczycielką, ale często bywała w naszej klasie na zastępstwie. Natomiast jej mąż pan Wacław Padzik był moim znakomitym nauczycielem matematyki i geometrii - wspaniały człowiek i pedagog...do dzis pamiętam Jego..."ostrym końcem cyrkla kreślimy okrąg...itd"- niestety tylko dobra znajomość matematyki ratowała mnie, bo z geometrii padało sakramentalne i słuszne - "siadaj ośle", ale pana Padzika lubiliśmy, bardzo uczciwy nauczyciel..."

"...W tym miejscu przypomina mi się Rota, której w latach komuny uczyła nas Pani Padzikowa. Niewiele to znaczyło dla małych dzieci...Ale teraz w dorosłym wieku śmiejemy się gdy na pielgrzymce do Midland (Kanada) matki strofują dzieci po angielsku, a potem śpiewają "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy..."
Wczoraj na Kanadyjskim cmentarzu zapaliłam znicz również dla Państwa Padzików... "


"...ja tez chodziła do 115, ale jestem starszym rocznikiem. Pani Padzikowa była moją wychowawczynią w 1 klasie..."

    Tyle wspomnienia uczniów. Dla mnie to cudowna sprawa, że ktoś pamięta, że nauki bratowej mojej babci pozostały w nich na zawsze, że czerpią z tej wiedzy wciąż. Najwięcej i najcieplej wspominała Marzena Wiktorowicz (Grudzień), której dziękuję za wymianę e maili oraz za zapoczątkowanie i podtrzymywanie wątku na NK. Ostatni wpis na forum jest sprzed 8 lat.

Teraz należą się Wam moje wyjaśnienia. Trochę spróbowałam prześledzić to szlacheckie pochodzenie Zofii. Okazuje się, że można je między bajki włożyć. Zapewne tak samo jak historyjkę o "człowieku" noszącym po ogrodzie ławeczkę. Również opowieść o pochodzeniu nazwiska i o tym, że mąż Pani Padzikowej był myśliwym (był nauczycielem). Nazwisko pochodzi od słów: "padać", "upadać", "wywracać". Wacławowi poświęcę w przyszłości oddzielny wpis.

Do wyjaśnienia pozostała sprawa grobu. Oczywiście, tak jak sugerowali niektórzy uczniowie, znajduje się w pobliżu Konstancina w Skolimowie. We wspólnym grobowcu pochowani są rodzice Zofii, Zofia z mężem Wacławem, oraz młodszy syn i jego druga żona.

A teraz podzielę się z Wami przepięknymi zdjęciami. Na początek Zofia ze swoją chrześnicą:


Moja babcia macierzysta Franciszka, ze swoim bratem Wacławem. Dziewczynki, to córki babci, a chłopcy synowie Wacława i Zofii

                                                   Zofia i Franciszka z dziećmi




Kolejne zdjęcia pochodzą z NK z galerii klasowych






  skan aktu małżeństwa rodziców Zofii

                                          a na koniec zdjęcie z cmentarza, sprzed kilku lat..

A może znajdzie się ktoś, kto uzupełni wspomnienia szkolne, albo podeśle jakieś zdjęcie, lub ciekawą informację? 

Dość ciekawy może okazać się fakt, że kilka lat temu na jednej uczelni na jednym roku spotkały się moja córka z prawnuczką Zofii i Wacława. Być może ktoś kiedyś dopisze ciąg dalszy tej historii...

2 komentarze:

  1. Nasza Klasa to ciekawe źródło informacji. Też znalazłem tam wypowiedzi uczniów o swoim Dziadku nauczycielu w Konopnickiej, Reytanie. Uczniowie z czasów przedwojennych na NK nie pisali, ale zachowało się trochę wspomnień o nim w książkach. Może warto poszukać w bibliotece książek o szkołach w których uczyła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie będę szukać takich książek.

      Usuń