niedziela, 19 lutego 2017

Kronika szkoły w Ruchnie

    Zapewne nie byłabym sobą, gdybym nie załatwiała kilku spraw jednocześnie. Kto czytał mój poprzedni post o książce, ten wie, że niedawno byłam w Węgrowie. Oczywiście musiałam skorzystać z okazji i odwiedziłam szkołę podstawową w Ruchnie. Przecież to wieś moich przodków i w tej szkole uczyły się całe pokolenia mojej rodziny.




    Wcześniej zadzwoniłam i umówiłam się z Panią Dyrektor na wizytę. Zostałam przyjęta niezwykle mile i sympatycznie. Kronika szkolna, o którą prosiłam w rozmowie telefonicznej już na mnie czekała. A Pani Dyrektor miała w tym czasie lekcje z uczniami.




    Zaczęłam ją przeglądać i czytać. Zrobiłam też całe mnóstwo zdjęć, niestety nie są najlepszej jakości, ale dla mnie są bardzo cenne. 
    Kronikę początkowo prowadził ówczesny dyrektor szkoły, zachwyca staranność pisma i przepiękna polszczyzna. 




    Udało mi się odszukać wielu członków rodziny, którzy są wymienieni wśród uczniów kończących w danym roku szkołę. Teraz w zaciszu domowym zanurkuję w treść kroniki, może przeczytam ciekawe historie, poznam życie swojej rodziny z innej perspektywy. Już samo trzymanie w dłoniach tego woluminu wywoływało dreszczyk emocji, a gdy zaczęłam pobieżnie czytać, to tak jakbym się przeniosła w czasie. Pozycja zawiera sporo zdjęć, jednak muszę trochę nad nimi posiedzieć, być może uda mi się kogoś rozpoznać. Ubolewam, że zdjęcia są z późniejszego okresu, a z pierwszych lat są tylko dwa zbiorowe, nie podpisane, ani z którego roku, ani nazwiskami uczniów. Nie umiem nikogo na nich rozpoznać.. Może Wam się uda?




    Niestety na jednym ze zdjęć odbiło mi się światło i trochę słabo widać. Wygląd na to, że do fotografii stanęli wszyscy uczniowie szkoły, którzy byli tego dnia na lekcjach.
    O tym, że świat jest mały i że "przypadki chodzą po ludziach" wiemy już bardzo dawna. Okazało się, że jesteśmy z Panią Dyrektor spokrewnione. Moja prababcia Julia Rychlik z domu Brzezik i dziadek Pani Dyrektor, Emil Brzezik, to rodzeństwo. O Emilu już wspominałam w poście o strażakach. Fajnie jest w takich małych miejscowościach, wszyscy się znają, nawet do piątego pokolenia :) A ja wciąż odkrywam coś nowego, dla mnie nieznanego, niezwykłego, a później zamykam oczy i widzę tych swoich przodków w szkolnej ławce, albo przy tablicy, przecież przeniosłam się w czasie...

8 komentarzy:

  1. Ale fajnie, masz nowych krewnych:)

    Świat podobno jest mały ale szczególnie takie "małe Ojczyzny" sprawiają, że możemy identyfikować się z danym miejscem, wracać do niego, szperać w zakamarkach pamięci innych.
    Znam jako tako historię swojej Rodziny, ale tak jak sporo ludzi, do pradziadków /chociaż wiele osób nawet już o dziadkach nie wie wszystkiego/.
    Zapewne już nigdy nie poznam dogłębniej i tym bardziej mam wielkie uznanie dla takich "wariatów" jak Ty Dorotko, grzebiących głęboko i daleko w czasie aby poznać wszystko co się da na temat historii własnego rodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwierz Kasiu, ze wiele osób nie zna imion swoich pradziadków, nie mówiąc już o panieńskim nazwisku prababki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta kronika musi być bardzo ciekawa. W każdym razie pierwsza strona jest bardzo zachęcająca.
    Miałaś dobry pomysł z odwiedzeniem szkoły. Podziwiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie kronika jest super :)
      W późniejszym okresie, jak pisał już ktoś inny, nie jest tak ciekawie.

      Usuń
  4. Ruchna, gmina Ruchna, powiat Węgrów, województwo Lubelskie - II RP

    Dane na 01.12.1930 r.

    Publiczna Szkoła Powszechna
    Język nauczania : polski
    Szkoła mieściła się we własnym budynku o powierzchni 77 m2, w którym znajdowały się trzy sale lekcyjne.
    W szkole nauczało troje nauczycieli, a uczyło się tam razem 233 uczniów tj sześć kompletów uczniów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W budynku tej dawnej szkoły obecnie jest przedszkole.

      Usuń
  5. Napisałam wczoraj z komórki długi komentarz i nie przeszedł :( ... nic to ... gratuluję Dorotko, już samo trzymanie takiej księgi w swoich rękach jest przeżyciem, a co dopiero studiowanie jej zapisów w zaciszu domowym, kiedy można smakować każde stwierdzenie i szukać wśród zapisów swoich krewnych ... przemiłe chwile :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, dla mnie było to wielkie przeżycie :)

      Usuń